-Nie musiałeś mnie nieść!-wydarłam się na cały pokój.
-Przestań już,kiedy śpisz jesteś nie szkodliwa.-mruknął.
-Bardzo zabawne.-zadrwiłam.-Która godzina?-zapytałam już spokojnie.
-Siódma.-odpowiedział.
-Która?!-krzyknęłam.
-Rose,co ty taka zdenerwowana dzisiaj?-spytał Dymitr.
-Nie wiem,jakoś tak...-zawahałam się,bo w pewnej chwili zakręciło mi się w głowie.Niemalże upadłam,ale strażnik zdążył mnie w porę chwycić.Dymitr pomógł mi złapać równowagę i usiąść na łóżku.
-Rose,Roza?!Co jest?-zaczął panikować.Zachciało mi się śmiać.Dymitr,który zabił ponad 6 strzyg panikuje wtedy kiedy zasłabne.Przytuliłam się do niego i pocałowałam prosto w usta.Ukochany odsunął się ode mnie i popatrzył mi prosto w oczy.
-Kocham Cię.-szepnął Dymitr.
-Ja ciebie też.-także szepnęłam i zaczęłam go dalej całować.
-Dzisiaj mi nie uciekniesz.-powiedział kiedy zaczęłam ściągać jego t-shirt.Nagle znalazłam się nad Dymitrem bez koszulki.On sam nie miał już na sobie górnej części garderoby.Zaczął rozpinać moje spodnie,a potem ja jego.Kiedy już pozbyliśmy się naszych ubrań zaczęliśmy wspólną "grę".Nasze ciała poruszały się we wspólnym rytmie.Nagle przez głowę przeleciało mi wspomnienie naszego pierwszego pocałunku.Cieszę się,że wtedy nic nie zaszło,ponieważ wiem,że musiałabym bardziej cierpieć,a tak przeżyłam najlepsze chwilę będąc w związku z moim ukochanym.Będąc na zakupach cały czas myślałam o pierwszych miesiącach spędzonych w Akademii po powrocie.Przypomniały mi się codzienne treningi z Bielikowem,Mia,moja głupia zazdrość kiedy Dymitr miał zostać strażnikiem Taszy(a może nawet kimś więcej),Mason....Nie!Nie mogę o nim myśleć!Wróciłam myślami do realnego świata.Czułam silne podniecenie i przyjemność.Gdy skończyliśmy naszą "grę" zasnęłam...Obudziłam się w nocy,bo zachciało mi się pić.Wstałam i poszłam do kuchni,tam nalałam sobie szklankę wody,upiłam spory łyk i wróciłam do łóżka.Przytuliłam się do Dymitra i zasnęłam... Obudziłam się rano,lecz Bielikowa nie było obok mnie.Wstałam i poszłam do łazienki,okazało się,że jest tam Dymitr.Zapukałam do drzwi.
-Wejdź.-usłyszałam jego głos.Otworzyłam drzwi i weszłam do środka.Mój ukochany stanął przede mną w samym ręczniki.
-Cześć.-wykrztusiłam oszołomiona jego urodą.Kosmyki ciemnych włosów przykleiły się mu do twarzy,a po torsie spływały krople wody.Podszedł do mnie o złożył na mych ustach całusa.
-Takie powitanie proszę codziennie.-mruknęłam kiedy już oderwaliśmy się od siebie.Dymitr pocałował mnie po raz kolejny,ale tym razem w czoło po czym wyszedł z łazienki,a ja umyłam się i przebrałam.Kiedy opuściłam łazienkę Bielikow siedział w salonie z nosem w jakimś westernie.
-Strzygi wtargnęły się na teren pałacu!-krzyknęłam do żartu.Strażnik zerwał się na równe nogi i chciał już wybiegać z pokoju.
-Żartowałam,ale plus za gotowość.-powiedziałam między kolejnymi atakami śmiechu.Dymitr bez słowa narzucił swój prochowiec i wyszedł chwytając mnie za rękę.Do sali tronowej szliśmy w absolutnej ciszy.
________________________________________
Przepraszam za brak akcji,ale nie bardzo trzyma się mnie wena.Mam nadzieję,ze rozdział się podoba.Następny najprawdopodobniej 5 sierpnia czyli w moje urodzinki.Zapraszam na pozostałe 2 blogi.
Damon kocha na wieczność.
Wpół do krwi.
<3
OdpowiedzUsuńJejku to dopiero 2 rozdział, a ja już kocham twojego bloga <3. Przepraszasz za brak akcji?! A ta pomiędzy Rose a Dymitrem? Cudo <3
OdpowiedzUsuń