sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 39

Kilka dni później Dymitr już był w coraz lepszym stanie, rozmawiał z nami, a nawet żartował.
-Policzę się z nim i z Tashą.Nie pozwolę żeby ci grozili.-odparł kiedy powiedziałam mu o listach i śnie.
-Przynajmniej wiemy kto jest za to odpowiedzialny.-mruknęłam, Dymitr lekko uścisnął moją dłoń.   
-Nawet nie wiesz jak mi cię brakowało przez te kilka dni.-uśmiechnęłam się lekko.
-Wiem, Roza.Wszystko słyszałem.-odparł i pogłaskał mnie po policzku.
-Myślałam, że cię stracę.-szepnęłam.
-Nigdy bym cię nie zostawił.Nawet gdybym umarł kochał bym cię dalej.-z mojego oka popłynęła łza.Przez ostatni tydzień wylałam więcej łez niż przez całe swoje życie.Każdy kto mnie spotkał dziwił się jakim cudem tak dobrze się trzymam, odpowiadałam "Wiem, że on tego by chciał.", ale gdy zostawałam sama smutek miał nade mną przewagę.
-Roza, proszę cię nie płacz.-wyszeptał Dymitr.Uśmiechnęłam się blado.
-Pamiętasz coś z tego dnia gdy cię zaatakowała?-zapytałam.
-Nie wiele.Zanim mnie pokonała szepnęła "Przepraszam, Dimka.".To może znaczyć, że działa pod przymusem.-stwierdził.
-Na teren Leigh nie tak łatwo będzie się dostać.-odparłam.
-Jak to Leigh?Myślałem, że Lissa chce studiować na jakiejś innej uczelni.-zdziwił się.
-Nie wiem dlaczego zmieniła decyzje, ale nie będę jej do niczego zmuszała.-odparłam.-Muszę już iść.Za chwilę mam służbę.-oznajmiłam i zaczęłam się zbierać.Nachyliłam się lekko i musnęłam wargi Dymitra.
-Wpadniesz wieczorem?-spytał.Pokiwałam tylko głową twierdząco i wyszłam z sali udając się do pałacu.
Gdy miałam już wejść do pałacu znów przebiegła przede mną ta sama, czarna postać zostawiając list i...klucz?Podniosłam kartkę i klucz, który schowałam do kieszeni i przeczytałam list.
"Na pewno zastanawiasz się do czego jest ten klucz.Strzeż się, posłużysz mi tylko za pionek w tej nie uczciwej grze.Pamiętaj, jestem coraz bliżej Wasylissy. "
"Nie pozwolę ci krzywdzić moich bliskich, Robert."-pomyślałam i wsunęłam kartkę do kieszeni po czym weszłam do pałacu.Kierowałam się w stronę sali tronowej gdy usłyszałam za sobą krzyk Ozery.
-Rose, poczekaj chwilę.-zawołał.
-Co jest?-odwróciłam się, a moroj o mało co na mnie nie wpadł.
-Liss, nie chce wyjść z sypialni, ani nie chce mnie wpuścić.Może ciebie posłucha.-powiedział, a ja poszłam za nim.
-Liss, to ja.Wpuść mnie.-zastukałam lekko w drzwi, które po chwili lekko się uchyliły.
-Tylko Rose.-powiedziała morojka gdy Christian też chciał wejść.
-Co się stało?-zapytałam zaniepokojona.
-Rose, jestem...
__________________________________________
Zgadujcie.
Pozdrawiam.Autorka.

10 komentarzy:

  1. Na bank jest w ciąży *.* świetny rozdział:**

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG
    Świetny i życzę ci weny
    I mam nadzieję, że dobrze myślę co Lissa chce powiedzieć Rose
    <3

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG... Niech to nie będzie ciąża. Boże, nie!!! Załamałam się. Dlaczego? Jak? Liss jest w ciąży, no cóż... ale jak jeszcze Rose zrobisz brzuch to po prostu będzie masakra. XOXO - Zołza

    OdpowiedzUsuń
  4. Oby to byli trojaczki mała Rose 2 Dymitr 2 junior i Edward
    SSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSUPER

    OdpowiedzUsuń
  5. także może umierająca rak czy cos podobnego

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział cudowny <3
    Dziękuję za info o nn. Byłabym wdzięczna gdybyś mogła mnie informować w spamie za każdym razem, ponieważ nie mam zbytnio czasu na przeglądanie każdego bloga jakiego czytam codziennie. :)
    Notka MEGA! Już nie mogę się doczekać następnej. Pisz szybko i nie każ mi czekać . ;D
    Życzę weny i zapraszam również do siebie na nn xoxo

    OdpowiedzUsuń
  7. Następny najprawdopodobniej we wtorek.
    Rozdziały pojawiają się co 2-3 dni.

    Pozdrawiam.Autorka.

    Ps.Dla waszej wiadomości ja rozdziały tylko dodaje, bo piszę do przodu. W tej chwili mam już skończony 44 rozdz, a zaczęty 45.

    OdpowiedzUsuń
  8. Liss jest w ciąży, ale i Rose w niej jest!
    Rozdział wprost zajebisty!
    Czekam na kolejny <33

    Pozdrawiam,
    Jane Volturi-Clearwater

    OdpowiedzUsuń
  9. Jane, Rose nie jest w ciąży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie musiałam coś źle doczytać albo coś pokręcić..
      Przepraszam!

      Pozdrawiam,
      Jane Volturi-Clearwater

      Usuń