-A tak w ogóle to jesteśmy w Portland.-dodała.
-Wal, masz telefon?-spytałem.Dampirzyca podała mi komórkę, wybrałem numer i przyłożyłem telefon do ucha.
Rose: ~*~
Nagle zadzwonił mój telefon.Nie rozpoznałam numeru, więc pomyślałam, że znowu dzwoni Tasha.Mimo przypuszczeń odebrałam.
-Tak?-zagadnęłam.
-Roza...-usłyszałam ten cudowny głos.
-Dymitr?-zapytałam ze łzami w oczach.-Gdzie jesteś?-szepnęłam.
-W Portland.-odpowiedział.
-Rano tam będę.Nie ruszaj się stamtąd.-powiedziałam.
-Będę czekać.Kocham cię, Rose.-odparł.
-Kocham cię.-wyszeptałam i rozłączyłam się po czym zadzwoniłam do Sydney.
-Cześć, Sydney.Plany się zmieniły.-wyrzuciłam na jednym oddechu.
-O co chodzi?-zapytała i ziewnęła.No tak, co innego można robić o pierwszej w nocy niż spać?
-Jadę do Portland jeszcze tej nocy i to jak najprędzej.-oznajmiłam.
-Za pół godziny tam będę.-powiedziała i rozłączyła się.Schowałam szybko mój sztylet do kurtki i czekałam na alchemiczkę.Po jakichś 20 min ktoś zapukał do drzwi i tym kimś był nie kto inny jak Sydney.
-Dawno się nie widziałyśmy.-powiedziała na powitanie.
-Bardzo dawno.-sprostowałam, a dziewczyna nagle rzuciła mi się na szyję co mnie bardzo zdziwiło, ponieważ Sydney nie była nigdy tak uczuciowa.Po 10 minutach byłyśmy już w drodze do Portland.Sydney prowadziła, a ja postanowiłam odespać zarwane pół nocy.Gdy zamknęłam oczy sen nie nadchodził, więc zdecydowałam się zadzwonić do Dymitra.Zastanawiało mnie to jak się wydostał.Wyciągnęłam telefon z kieszeni i znalazłam w spisie połączeń numer z którego dzwonił.Po kilku sygnałach odebrał.
-O co chodzi, Rose?-zapytał Dymitr.Jezu, jak ja dawno nie słyszałam jego głosu.
-Jadę już do Portland.Gdzie dokładnie jesteś?-zapytałam.
-W tej chwili meldujemy się w hotelu Kristal.
-"Meldujemy"?-zacytowałam.
-Wydostałem się dzięki mojej znajomej Waleriji.-oznajmił.
-Zadzwonię jak będziemy w Portland.-rzuciłam i chciałam się już rozłączyć, ale Dymitr chciał jeszcze coś powiedzieć.
-Rose?-zaczął.
-Tak?-przerwałam mu.
-Kocham cię.-rzekł.
-Ja ciebie też.-tym razem się rozłączyłam.
Dymitr: ~*~
Walerija zameldowała nas a hotelu i dała mi kartę (klucz) do pokoju.Weszliśmy do windy.Wal wysiadła na trzecim piętrze,a ja na czwartym.Kiedy wszedłem do pokoju od razu zrzuciłem ciuchy i poszedłem pod prysznic.Wróciwszy do sypialni rzuciłem się na łózko i zasnąłem.Zacząłem śnić o...o Robercie?No tak, to sen wywołany magią ducha.
-Żałuję, że nie kazałem zabić cię od razu.-warknął moroj.
-Najwidoczniej Tasha nie jest aż tak dobrą wspólniczką.-powiedziałem i zaśmiałem się.W pewnej chwili Robert rozpłynął się i sen się skończył.
__________________________________________
Rozdział skończony 9 listopada.Gonię z rozdziałami.Mam już skończony 52.Czekam na komentarze.
Pozdrawiam.Autorka.
Genialny chce już następny !!!!!! Kocham tego bloga
OdpowiedzUsuńUwielbiam twój blog, życzę ci weny i czekam zniecierpliwiona na następny
OdpowiedzUsuń<3
Uwielbiam cie :) swietny rodzial, za kazdym razem nie moge doczekac sie następnego :)
OdpowiedzUsuńMiło mi to hmmm.. czytać (?)
OdpowiedzUsuńGorąco pozdrawiam. :)