Około czwartej przyjechał Abe.
-Wyjeżdżam.-rzuciłam prosto z mostu gdy moroj rozsiadł się wygodnie na kanapie.
-Jak to? Gdzie?-krzyknął.
-Do Portland.Jutro.Pamiętasz Sydney?-zapytałam, a staruszek pokiwał głową twierdząco.-Jedzie ze mną.-oznajmiłam.
-Ale po co?-spytał.
-Dymitr...został porwany.-odparłam.
-Przecież on nie żyje.-stwierdził.
-Tak myślą wszyscy oprócz ciebie i mnie.-rzekłam.
-Kto...?-nie dałam mu dokończyć.
-To zostaje moją słodką tajemnicą.-mruknęłam.Gdy ojciec wyszedł poszłam do Lissy.Na powitanie przyjaciółka przytuliła mnie mocno, odwzajemniłam uścisk i uśmiechnęłam się lekko.
-Będę tęsknić.-powiedziała Liss.
-Postaram się wrócić jak najprędzej i...-wahałam się czy powiedzieć Lissie o tym, że jedzie ze mną Sydney.-...nie musisz się o mnie martwić, bo jadę z najlepszą alchemiczką na świecie.-powiedziałam jej w końcu.
-Sydney, tak?-pokiwałam lekko głową.
Dymitr: ~*~
-Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi.-zwróciłem się do Tashy.
-Byliśmy przyjaciółmi do czasu gdy wybrałeś tą krwawą dziwkę.-syknęła.
-Nie mów tak o Rose.-niemal krzyknąłem.
-Nie możesz mi nic zrobić tak samo jak ta suka.-musnęła opuszkami palców mój policzek i zaśmiała się.Tasha chwyciła mój nadgarstek i wbiła w niego swoje kły.Endorfiny podziałały uspokajająco, więc przestałem się szarpać i odpłynąłem.Kiedy morojka opuściła pomieszczenie zostałem sam.Otrząsnąłem się po chwili i wyjrzałem za okno, które było zakratowane.Na dworze było ciemno, a wnętrze oświetlało jedynie słabe światło księżyca.
-Och, Roza...-westchnąłem.-Uważaj na siebie.-nagle do pomieszczenia weszła jakaś kobieta.Nie dostrzegłem kto to, ale po chwili rozpoznałem moją dawną znajomą.
-Walerija...-szepnęłem.
-Cii...-przyłożyła palec do ust i zaczęła mnie rozwiązywać.Kiedy stanąłem na proste nogi zachwiałem się lekko, ale złapałem równowagę i po chwili biegliśmy już korytarzem.Przy drzwiach zauważyliśmy strzygi.
-Zaczekaj.-powiedziała Wal i rozprawiał się ze strzygami.Były tylko dwie, więc prędko się z nimi uwinęła.Walerija jest dampirzycą, znamy się jeszcze z czasów dzieciństwa.Chodziliśmy razem do szkoły i trenowaliśmy w tej samej akademii po okiem tych samych mentorów.
-Skąd się tutaj wzięłaś i gdzie w ogóle jesteśmy?-zapytałem gdy już wydostaliśmy się z budynku.
-Śledziłam poczyniania Natashy Ozery od dłuższego czasu, a potem rozeszła się wiadomość o twojej "śmierci".-zrobiła w powietrzu cudzysłów.-A tak w ogóle to jesteśmy w...
__________________________________________
Mam nadzieję, że się podoba.
Jestem zawiedziona małą ilością komentarzy pod ostatnim rozdziałem.
Pozdrawiam.Autorka.
Superowa cześć :*** czekam na nexta <33
OdpowiedzUsuńSuper !!!! dawaj następny :*
OdpowiedzUsuńHej świetny rozdział. Tylko na końcu się pomyliłaś zamiast Tashy napisałaś Natashy. Przeprasza ale to nawyk. Życzę weny i pozdrawiam. Gianna
OdpowiedzUsuńŚwietny
OdpowiedzUsuńCzekam na następny
Życzę weny <3
Super
OdpowiedzUsuń"Tasha" to skrót od imienia "Natasha", Gianno.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.Autorka.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńŚwietny, kiedy następny? :D
OdpowiedzUsuńGenialny rozdział
OdpowiedzUsuń