środa, 5 listopada 2014

Rozdział 38

Gdy ściągnęła kaptur zobaczyłam Roberta Doru.Jednak
przypuszczenia Lissy się sprawdziły.
-Cóż, myślałam, że jest to Tasha Ozera, ale niestety muszę znowu widzieć ciebie.-warknęłam.
-Och.-westchnął.-Rose, nie myliłaś się, Tasha mi pomaga.-powiedział i jak za dotknięciem magicznej różdżki pojawiła się obok niego ciotka Christiana.
-Jak w ogóle dostałeś się na dwór?-zapytałam zaciekawiona.
-Nie było to łatwe, ale jednak się udało.-zaśmiał się.
-Czego chcesz ode mnie i od Dymitra?-zapytałam.
-Dowiesz się w swoim czasie.-rzucił.-A i jeszcze jedno, oficjalnie Tasha Ozera nie żyje.-powiedział i nagle skończył się sen.Obudziłam się.Żałuję, że nie ma przy mnie teraz Dymitra.Popatrzyłam na zegarek, wskazywał godzinę pierwszą po południu, czyli środek nocy dla morojów.Wyszłam przed dormitorium dla strażników i odetchnęłam głęboko.
-Rose, co ty tutaj robisz?-usłyszałam jakiś zdziwiony głos.Odwróciłam się i zobaczyłam Hansa.
-Wyszłam się przewietrzyć.-odpowiedziałam.
-Słyszałem co się stało.Krążą już plotki na ten temat, ale nie wierzę w żadną z nich.Wytłumaczysz mi jak to się stało i kto to zrobił?-zapytał dampir.
-Nie mogę.-rzuciłam i pobiegłam do mieszkania.Gdy opadłam z powrotem na łóżko zaczęłam rozmyślać na temat słów Roberta.Czy na pewno chce zemścić się za śmierć brata?Dlaczego po tak długim czasie?Przebrałam się szybko w piżamę i położyłam się.Tym razem nic mi się nie śniło.

Gdy rano wstałam przebrałam się, szybko coś zjadłam i pobiegłam do szpitala.Siedziałam już przy Dymitrze jakieś pół godziny gdy poczułam jak lekko zaciska swoją dłoń na mojej.Poderwałam się szybko i zawołałam dr.Wonder.
-Czy jest opcja, że wybudzi się prędzej?-zapytałam z nadzieją.
-Jest taka opcja, ale trzeba go stale obserwować.-powiedziała i odeszła tłumacząc, że musi zajrzeć do jakiegoś pacjenta.Z powrotem usiadłam koło Bielikowa i chwyciłam jego dłoń.Kolejny raz poczułam jak lekko ściska moją dłoń.
-Tasha.-wyszeptał z trudem.
-Wiem, że to ona.-powiedziałam i patrzyłam na niego.Znów chciał coś powiedzieć.-Nic nie mów.-uciszyłam go.Po jakimś czasie wzięto go na badania i przyszedł Eddie.Po jakiejś godzinie przyszła dr.Wonder.
-Za parę dni powinien wrócić do siebie, a dopóki to nie nastąpi będzie próbował mówić i ruszać się.-oznajmiła, a ja rzuciłam się w ramiona przyjaciela.
-Wszyscy ci mówiliśmy, że będzie dobrze.-powiedział Eddie.
-Kilka dni to i tak długo.-mruknęłam.Po południu przekazałam Lissie najnowsze wieści.Ucieszyła się tak samo jak ja.
-Kiedy Dymitr dojdzie do siebie wyjedziemy do Leigh.-oznajmiła Liss.
__________________________________________

Czekam na wasze opinie.

Pozdrawiam.Autorka.

7 komentarzy:

  1. Czekam na następny z niecierpliwością
    życzę weny
    <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Następny rozdzial najprawdopodobniej za dwa tygodnie, bo nie trzyma się mnie wena.... ;(

    Pozdrawiam ze szkolnej biblioteki.Autorka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział cudowny . ;3
    Nic dodać nic ująć tylko troche krótki ;)
    Przepraszam, że nie komentuje, ale jak zauważyłaś ostatnio nie mam czasu i weny na własne blogi.. :(
    No cóż.. Notka wspaniała. Mam nadzieje że nn dodasz szybko i nie każesz mi czekać. ;)
    Jeszcze raz przepraszam za rzadkie komentowanie, ale zawsze nadrabiam każdą notkę jak tylko mam czas. Uwielbiam tego bloga. Tak trzymaj. Życzę weny. Xoxo

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki...Ja także czekam na następny na twiightsaga.blogspot.com i selfishones.blogspot.com

    Pozdrawiam.Autorka.

    OdpowiedzUsuń
  5. W 100% zgadzam się z agnes.
    Ten rozdział jest naprawdę cudowny.
    Również Cię przepraszam, że rzadko komentuję, ale wiedz o tym, że czytam każdy rozdział. ;3
    Życzę weny!

    Pozdrawiam,
    Jane Volturi-Clearwater

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja popieram😝zaskoczyło mnie,że to oni..ale jak wypowiedziano Dymka...to zaczęłam się nad tym zastanawiać

    OdpowiedzUsuń