Gdy ściągnęła kaptur zobaczyłam Roberta Doru.Jednak
przypuszczenia Lissy się sprawdziły.
-Cóż, myślałam, że jest to Tasha Ozera, ale niestety muszę znowu widzieć ciebie.-warknęłam.
-Och.-westchnął.-Rose, nie myliłaś się, Tasha mi pomaga.-powiedział i jak za dotknięciem magicznej różdżki pojawiła się obok niego ciotka Christiana.
-Jak w ogóle dostałeś się na dwór?-zapytałam zaciekawiona.
-Nie było to łatwe, ale jednak się udało.-zaśmiał się.
-Czego chcesz ode mnie i od Dymitra?-zapytałam.
-Dowiesz się w swoim czasie.-rzucił.-A i jeszcze jedno, oficjalnie Tasha Ozera nie żyje.-powiedział i nagle skończył się sen.Obudziłam się.Żałuję, że nie ma przy mnie teraz Dymitra.Popatrzyłam na zegarek, wskazywał godzinę pierwszą po południu, czyli środek nocy dla morojów.Wyszłam przed dormitorium dla strażników i odetchnęłam głęboko.
-Rose, co ty tutaj robisz?-usłyszałam jakiś zdziwiony głos.Odwróciłam się i zobaczyłam Hansa.
-Wyszłam się przewietrzyć.-odpowiedziałam.
-Słyszałem co się stało.Krążą już plotki na ten temat, ale nie wierzę w żadną z nich.Wytłumaczysz mi jak to się stało i kto to zrobił?-zapytał dampir.
-Nie mogę.-rzuciłam i pobiegłam do mieszkania.Gdy opadłam z powrotem na łóżko zaczęłam rozmyślać na temat słów Roberta.Czy na pewno chce zemścić się za śmierć brata?Dlaczego po tak długim czasie?Przebrałam się szybko w piżamę i położyłam się.Tym razem nic mi się nie śniło.
Gdy rano wstałam przebrałam się, szybko coś zjadłam i pobiegłam do szpitala.Siedziałam już przy Dymitrze jakieś pół godziny gdy poczułam jak lekko zaciska swoją dłoń na mojej.Poderwałam się szybko i zawołałam dr.Wonder.
-Czy jest opcja, że wybudzi się prędzej?-zapytałam z nadzieją.
-Jest taka opcja, ale trzeba go stale obserwować.-powiedziała i odeszła tłumacząc, że musi zajrzeć do jakiegoś pacjenta.Z powrotem usiadłam koło Bielikowa i chwyciłam jego dłoń.Kolejny raz poczułam jak lekko ściska moją dłoń.
-Tasha.-wyszeptał z trudem.
-Wiem, że to ona.-powiedziałam i patrzyłam na niego.Znów chciał coś powiedzieć.-Nic nie mów.-uciszyłam go.Po jakimś czasie wzięto go na badania i przyszedł Eddie.Po jakiejś godzinie przyszła dr.Wonder.
-Za parę dni powinien wrócić do siebie, a dopóki to nie nastąpi będzie próbował mówić i ruszać się.-oznajmiła, a ja rzuciłam się w ramiona przyjaciela.
-Wszyscy ci mówiliśmy, że będzie dobrze.-powiedział Eddie.
-Kilka dni to i tak długo.-mruknęłam.Po południu przekazałam Lissie najnowsze wieści.Ucieszyła się tak samo jak ja.
-Kiedy Dymitr dojdzie do siebie wyjedziemy do Leigh.-oznajmiła Liss.
__________________________________________
Czekam na wasze opinie.
Pozdrawiam.Autorka.
Czekam na następny z niecierpliwością
OdpowiedzUsuńżyczę weny
<3
super
OdpowiedzUsuńNastępny rozdzial najprawdopodobniej za dwa tygodnie, bo nie trzyma się mnie wena.... ;(
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ze szkolnej biblioteki.Autorka.
Rozdział cudowny . ;3
OdpowiedzUsuńNic dodać nic ująć tylko troche krótki ;)
Przepraszam, że nie komentuje, ale jak zauważyłaś ostatnio nie mam czasu i weny na własne blogi.. :(
No cóż.. Notka wspaniała. Mam nadzieje że nn dodasz szybko i nie każesz mi czekać. ;)
Jeszcze raz przepraszam za rzadkie komentowanie, ale zawsze nadrabiam każdą notkę jak tylko mam czas. Uwielbiam tego bloga. Tak trzymaj. Życzę weny. Xoxo
Dzięki...Ja także czekam na następny na twiightsaga.blogspot.com i selfishones.blogspot.com
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.Autorka.
W 100% zgadzam się z agnes.
OdpowiedzUsuńTen rozdział jest naprawdę cudowny.
Również Cię przepraszam, że rzadko komentuję, ale wiedz o tym, że czytam każdy rozdział. ;3
Życzę weny!
Pozdrawiam,
Jane Volturi-Clearwater
A ja popieram😝zaskoczyło mnie,że to oni..ale jak wypowiedziano Dymka...to zaczęłam się nad tym zastanawiać
OdpowiedzUsuń