Kilka dni później zamieszkałam w tanim motelu, niedaleko Akademii.
Kiedy to wszystko się wydarzyło, moja matka była niedaleko, dlatego poprosiłam ją o spotkanie. Gdy poznała oficjalną wersję poparła mnie i zostawiła mi trochę pieniędzy.
Dymitr próbował się ze mną spotkać, ale nigdy nie otwierałam. Pech chciał, że zatrzymał się w tym samym miejscu co ja.
Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. Wstałam, żeby otworzyć, za drzwiami ujrzałam starszego faceta z siwymi włosami, w długim płaszczu i z czarną teczką. Był morojem.
- Rosemarie Hathaway? - zapytał i wpakował się do mojego pokoju nim coś odpowiedziałam.
- Tak. A pan to...?
- Abe Mazur - odpowiedział i podał mi dłoń w geście przywitania.
- Może jaśniej?
- Przysłała mnie twoja matka - odparł i usiadł na skórzanym fotelu pod ścianą, po czym otworzył swój neseser - Słyszałem o twojej sytuacji, wyrzucona z Akademii za domniemany romans z trenerem i bla, bla, bla.
Moroj wyciągnął z teczki złotą kartę kredytową i podał mi ją.
- Weź, to dla Ciebie - powiedział.
- Ale ja nie mogę...
- Każdy mówi tak samo... - westchnął, mówiąc do siebie.
Wzięłam kartkę i położyłam na stoliku.
- Możesz z niej korzystać do woli.
Po chwili wyciągnął następny przedmiot. Tym razem okazalł się być to czarny telefon. Również mi go podał, a ja odebrałam go bez słowa i odłożyłam obok karty.
- Jest tam numer Jeanine i mój.
Nagle usłyszałam ponowne stukanie do drzwi. Popatrzyłam przez wizjer, był to Dymitr. Otworzyłam drzwi, żeby poprosić go o to, aby dał mi na jakiś czas spokój.
- Roza, ja... chciałem się pożegnać - powiedział prosto z mostu, a te słowa zburzyły mur, którym tak bardzo chciałam się od niego oddzielić - Wyjeżdżam do Rosji.
Spojrzałam za siebie na Abe'a, który majstrował coś przy swoim płaszczu i oznajmiłam, że zaraz wrócę.
Zamknęłam za sobą drzwi i wyszłam z Bielikowem na dwór.
- Na długo? - zapytałam, cały czas patrząc na chodnik i pocierając ramiona dłońmi, z powodu październikowego chłodu.
- Na stałe.
Spojrzałam na niego. Nie chciałam, żeby wyjeżdżał. Nie na stałe.
- Dlaczego?
Dymitr spojrzał w dół i uśmiechnął się lekko.
- Możliwe, że tam o tobie zapomnę - odpowiedział, a ja poczułam jak w moich oczach zebrały się łzy. Zagryzłam lekko wargę, aby je powstrzymać.
- Może ja nie chcę, żebyś o mnie zapominał? - powiedziałam bez namysłu.
- Tak będzie lepiej, Rose.
- Jeśli tak zdecydowałeś, to nie będę Cię od tego odwodzić - mruknęłam i spuściłam wzrok na swoje nogi.
Podszedł do mnie, po czym położył szorstką dłoń na moim policzku.
- Liczyłem na to, że będziesz próbować - wyszeptał.
Przysunęłam się bliżej niego i wtuliłam się w jego ciepły tors. Dymitr objął mnie ramionami.
- Nawet jakbym próbował, nigdy o tobie nie zapomnę.
Pocałował mnie w czoło, później w nos, a potem nasze usta się złączyły.
- Nie odchodź - szepnęłam.
- Jeśli zechcesz, to nigdy nie odejdę.
Kiedy to powiedział, nie potrafiłam już powstrzymać łez.
- Z każdym dniem zakochuję się w tobie coraz bardziej, Roza.
- Co się stało z Dymitrem sprzed roku? - zapytałam wplatając palce w jego włosy.
Zdecydowanie wolałam ich dłuższą wersję.
- Wszystko się zmienia - mruknął - Jedź ze mną, Rose - dodał po chwili.
Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Do Rosji. Zaczniemy tam wszystko od nowa, bez Akademii, bez zakazów, bez tego wszystkiego, jeśli... jeśli tylko chcesz - wyjaśnił.
- Nie mogę. Przepraszam, Dymitr - powiedziałam, i nie dodając słowa więcej wróciłam do pokoju.
- Jeszcze coś? - zapytałam Abe'a, opierając się o drzwi.
- Nie, wszystko zostawiłem na stole, karta, telefon, dokumenty i broń. Uważaj na siebie, Rose - powiedział i wyszedł.
Spojrzałam na to, co mi zostawił: telefon, karta kredytowa z naklejką z PIN-em, paszport, dowód, srebrny sztylet i czarny pistolet.
Usiadłam na fotelu, który wcześniej zajmował moroj i wszystkie myśli przyszły naraz.
Zagryzłam wargę i poczułam na policzkach łzy. Nie mogę pozwolić Dymitrowi wyjechać samemu. Teraz, kiedy wszystko może się ułożyć, nie chcę z tego rezygnować.
Wybiegłam z pokoju, kierując się do Dymitra. Nie było go. Rozejrzałam się wokół. Dostrzegłam go jakieś sto metrów dalej. Rzuciłam się pędem w jego stronę.
- Dymitr, poczekaj! - krzyknęłam.
Stanął i odwrócił się.
Nagle usłyszałam huk i okropny ból, a po chwili nie było nic poza ciemnością.
________________________
Komentować! Komentować! Komentować!
Do następnego
Autorka ♡
Co się stało do cholery, co?
OdpowiedzUsuńI Abe! Abe! Jak ja go uwielbiam!
Następny poproszę jak najszybciej!
W końcu. Ale co się stało Rose. Tak, niech z nim jedzie. Będą szczęśliwą rodziną z jego siostrami, ich dziećmi, matką i babką. I pojawił się nasz Abe. Ciekawe, kiedy Rose dowie się, że to jej ojciec. Czekam na kolejną i proszę ją jak najszybciej. Pozdrawiam i życzę weny.💖💖💖💖
OdpowiedzUsuńEj o co chodzi? Matko nie kończ w takim momencie. Super minaturka. Czekam na następna i życzę weny
OdpowiedzUsuńPosłuchaj kobieto, w takim momencie?!?! Serio?!? Kto kurde strzelał?! O col chodzi? Dymitr nie może sam wyjechać! Rose musi jechać z nim!
OdpowiedzUsuńNareszcie! Ale przesadziłaś, jak mogłaś skończyć w takim momencie! Jak najszybciej chce widzieć 3 część. Ale przysięgam że jak coś jej sie stanie to nie ręcze za siebie!
OdpowiedzUsuńCzekam i pozdrawiam