piątek, 2 września 2016

Miniaturka cz. 2

Kilka dni później zamieszkałam w tanim motelu, niedaleko Akademii.
Kiedy to wszystko się wydarzyło, moja matka była niedaleko, dlatego poprosiłam ją o spotkanie. Gdy poznała oficjalną wersję poparła mnie i zostawiła mi trochę pieniędzy.

Dymitr próbował się ze mną spotkać, ale nigdy nie otwierałam. Pech chciał, że zatrzymał się w tym samym miejscu co ja.

Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi. Wstałam, żeby otworzyć, za drzwiami ujrzałam starszego faceta z siwymi włosami, w długim płaszczu i z czarną teczką. Był morojem.

- Rosemarie Hathaway? - zapytał i wpakował się do mojego pokoju nim coś odpowiedziałam.

- Tak. A pan to...?

- Abe Mazur - odpowiedział i podał mi dłoń w geście przywitania.

- Może jaśniej?

- Przysłała mnie twoja matka - odparł i usiadł na skórzanym fotelu pod ścianą, po czym otworzył swój neseser - Słyszałem o twojej sytuacji, wyrzucona z Akademii za domniemany romans z trenerem i bla, bla, bla.

Moroj wyciągnął z teczki złotą kartę kredytową i podał mi ją.

- Weź, to dla Ciebie - powiedział.

- Ale ja nie mogę...

- Każdy mówi tak samo... - westchnął, mówiąc do siebie.

Wzięłam kartkę i położyłam na stoliku.

- Możesz z niej korzystać do woli.

Po chwili wyciągnął następny przedmiot. Tym razem okazalł się być to czarny telefon. Również mi go podał, a ja odebrałam go bez słowa i odłożyłam obok karty.

- Jest tam numer Jeanine i mój.

Nagle usłyszałam ponowne stukanie do drzwi. Popatrzyłam przez wizjer, był to Dymitr. Otworzyłam drzwi, żeby poprosić go o to, aby dał mi na jakiś czas spokój.

- Roza, ja... chciałem się pożegnać - powiedział prosto z mostu, a te słowa zburzyły mur, którym tak bardzo chciałam się od niego oddzielić - Wyjeżdżam do Rosji.

Spojrzałam za siebie na Abe'a, który majstrował coś przy swoim płaszczu i oznajmiłam, że zaraz wrócę.

Zamknęłam za sobą drzwi i wyszłam z Bielikowem na dwór.

- Na długo? - zapytałam, cały czas patrząc na chodnik i pocierając ramiona dłońmi, z powodu październikowego chłodu.

- Na stałe.

Spojrzałam na niego. Nie chciałam, żeby wyjeżdżał. Nie na stałe.

- Dlaczego?

Dymitr spojrzał w dół i uśmiechnął się lekko.

- Możliwe, że tam o tobie zapomnę - odpowiedział, a ja poczułam jak w moich oczach zebrały się łzy. Zagryzłam lekko wargę, aby je powstrzymać.

- Może ja nie chcę, żebyś o mnie zapominał? - powiedziałam bez namysłu.

- Tak będzie lepiej, Rose.

- Jeśli tak zdecydowałeś, to nie będę Cię od tego odwodzić - mruknęłam i spuściłam wzrok na swoje nogi.

Podszedł do mnie, po czym położył szorstką dłoń na moim policzku.

- Liczyłem na to, że będziesz próbować - wyszeptał.

Przysunęłam się bliżej niego i wtuliłam się w jego ciepły tors. Dymitr objął mnie ramionami.

- Nawet jakbym próbował, nigdy o tobie nie zapomnę.

Pocałował mnie w czoło, później w nos, a potem nasze usta się złączyły.

- Nie odchodź - szepnęłam.

- Jeśli zechcesz, to nigdy nie odejdę.

Kiedy to powiedział, nie potrafiłam już powstrzymać łez.

- Z każdym dniem zakochuję się w tobie coraz bardziej, Roza.

- Co się stało z Dymitrem sprzed roku? - zapytałam wplatając palce w jego włosy.

Zdecydowanie wolałam ich dłuższą wersję.

- Wszystko się zmienia - mruknął - Jedź ze mną, Rose - dodał po chwili.

Spojrzałam na niego zdezorientowana.

- Do Rosji. Zaczniemy tam wszystko od nowa, bez Akademii, bez zakazów, bez tego wszystkiego, jeśli... jeśli tylko chcesz - wyjaśnił.

- Nie mogę. Przepraszam, Dymitr - powiedziałam, i nie dodając słowa więcej wróciłam do pokoju.

- Jeszcze coś? - zapytałam Abe'a, opierając się o drzwi.

- Nie, wszystko zostawiłem na stole, karta, telefon, dokumenty i broń. Uważaj na siebie, Rose - powiedział i wyszedł.

Spojrzałam na to, co mi zostawił: telefon, karta kredytowa z naklejką z PIN-em, paszport, dowód, srebrny sztylet i czarny pistolet.

Usiadłam na fotelu, który wcześniej zajmował moroj i wszystkie myśli przyszły naraz.

Zagryzłam wargę i poczułam na policzkach łzy. Nie mogę pozwolić Dymitrowi wyjechać samemu. Teraz, kiedy wszystko może się ułożyć, nie chcę z tego rezygnować.

Wybiegłam z pokoju, kierując się do Dymitra. Nie było go. Rozejrzałam się wokół. Dostrzegłam go jakieś sto metrów dalej. Rzuciłam się pędem w jego stronę.

- Dymitr, poczekaj! - krzyknęłam.

Stanął i odwrócił się.

Nagle usłyszałam huk i okropny ból, a po chwili nie było nic poza ciemnością.
________________________

Komentować! Komentować! Komentować!

Do następnego
Autorka ♡

5 komentarzy:

  1. Co się stało do cholery, co?

    I Abe! Abe! Jak ja go uwielbiam!

    Następny poproszę jak najszybciej!

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu. Ale co się stało Rose. Tak, niech z nim jedzie. Będą szczęśliwą rodziną z jego siostrami, ich dziećmi, matką i babką. I pojawił się nasz Abe. Ciekawe, kiedy Rose dowie się, że to jej ojciec. Czekam na kolejną i proszę ją jak najszybciej. Pozdrawiam i życzę weny.💖💖💖💖

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej o co chodzi? Matko nie kończ w takim momencie. Super minaturka. Czekam na następna i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  4. Posłuchaj kobieto, w takim momencie?!?! Serio?!? Kto kurde strzelał?! O col chodzi? Dymitr nie może sam wyjechać! Rose musi jechać z nim!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie! Ale przesadziłaś, jak mogłaś skończyć w takim momencie! Jak najszybciej chce widzieć 3 część. Ale przysięgam że jak coś jej sie stanie to nie ręcze za siebie!
    Czekam i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń