Gdy dojechaliśmy w końcu na dwór przywitała nas Lissa.
- Och. Jak się cieszę, że nic wam nie jest. - przytuliła nas. - Rose, ty idziesz ze mną. - pociągnęła mnie za rękę w strone pałacu, a Sydney poszła za nami z szerokim uśmiechem. Popatrzyłam na nią pytająco, ale nie doczekałam się odpowiedzi.
Gdy doszłyśmy do sypialni Liss, czekała na nas Jill. Na łóżku dostrzegłam suknię ślubną, którą kupiłyśmy trzy tygodnie temu.
- Liss, czy możesz mi wyjaśnić o co chodzi? - zapytałam.
- Na razie nie. Teraz wskakuj pod prysznic. - powiedziała wpychając mnie do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi dalej nie rozumiejąc po co im teraz moja suknia. Zrezygnowana zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Rzuciłam okiem na żele Lissy, postanowiłam wybrać żel z dodatkiem balsamu o zapachu jaśmionowo - malinowym. Ciepłe krople spływające po moim ciele sprawiły, że wszstkie problemy odeszły. Przynajmniej na chwilę. Po jakimś czasie usłyszałam pukanie do drzwi.
- Rose, pośpiesz się, nie mamy czasu. - krzyczała Lissa.
- Już wychodzę. - powiedziałam i westchnęłam. Spłukałam resztki piany i wyszłam z kabiny. Owinąwszy się białym ręcznikiem wyszłam z łazienki.
- Czego chcesz, Liss? - zapytałam.
- Masz i nie marudź. - Wasylissa podała mi satynowy szlafrok i jakiś pakunek. Weszłam z powrotem do łazienki i otwarłam paczkę. W środku była śnieżnobiała, koronkowa bielizna. Założyłam ją szybko i narzuciłam na siebie szlafrok. Weszłam do sypialni, a tam Sydney posadziła mnie przed toaletką. Liss chwyciła fluid i puder i zaczęła mnie malować, a alchemiczka suszyła moje włosy. Kiedy Sydney skończyła suszyć moje ciemne loki zaczeła układać mi włosy w zgrabny kok. Lissa zakończywszy współpracę z podkładem i pudrem odłożyła je na półkę i znów po coś siegnęła. Tym razem miała w ręku róż i tusz do rzęs. Szybko nałożyła roż na moje policzki, a tusz na rzęsy, po czym pomalowała mi powieki białym, perłowym cieniem. Na końcu pomalowała mi usta moim ulubionym błyszczykiem. Gdy spojrzałam w lustro byłam zachwycona.
- Ślub. - szepnęłam do siebie, a Lissa i Sydney uśmiechnęły się promiennie. Jill podała siostrze suknię, a Liss zgrabnie pomogła mi ją wsadzić. Nagle naszły mnie wątpliwości. Czy jestem na to gotowa? Usiadłam na łóżku i spuściłam wzrok.
- Rose, co się stało? Czy coś ci się nie podoba? - spytała Sydney.
- Ja... Nie jestem na to gotowa. - popatrzyłam na nią. Nagle podszła do nas Wasylissa i Jill.
- Kochasz go, prawda? - zagadnęła Lissa.
- Tak, oczywiście, że tak, ale... - zawahałam się.
- Nie ma żadnego "ale", Rose. Kochasz go, on kocha ciebie, a bez siebie nie umiecie żyć, więc co nie pozwala ci wyjść za tak gorącego faceta, którego kochasz ponad życie? - Sydney miała rację.
- Masz rację. - przyznałam.
- Jak zawsze. - zaśmiała się alchemiczka. Wstałam i popatrzyłam na Lissę.
- Nie mamy nic nowego, starego, pożyczonego, ani niebieskiego. - powiedziałam.
- Wcale nie. Nowa bielizna, niebieska spinka, - Liss wskazała na moją głowę - stary pierścionek - podała mi swój srebrny pierścionek, który dostała od ojca.
- I pożyczony łańcuszek. - powiedziała Sydney odpinając swój łańcuszek, z którym nigdy się nie rozstawała. Zapięła go na mojej szyi, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
- Czas wyjść za mąż. - powiedziałam śmiejąc się jak małe dziecko, które właśnie dostało lizaka. W pewnej chwili ktoś zapukał do drzwi.
- Kto tam? - zapytała Jill.
- To ja, Abe. - powiedział mój staruszek.
- Wejdź. - rzekła Lissa. Mój ojciec wszedł do sypialni, a gdy mnie zobaczył stanął jak wryty.
- Cudownie wyglądasz, córeczko. - chciał mnie przytulić, ale Liss nie pozwoliła mu na to.
- Rozmażecie moje dzieło. - wytłumaczyła, a ja zaśmiałam się wesoło.
- Chodźmy. - powiedziała Sydney. Nawet nie zauważyłam, że są już przebrane. Abe podał mi ramię, które ja chwyciłam. Wyszliśmy przed pałac gdzie wszyscy już czekali. Nawet Olena ze swoimi córkami. Spojrzałam przed siebie i dostrzegłam Dymitra w czarnym garniturze. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się. Dzieliło mnie od niego jedynie jakieś 8 metrów, które chciałam przebiec i wymawiając słowo "tak" złączyć się z nim na wieczność. Także się uśmiechnęłam. Kiedy stanęłam przed Dymitrem całe moje życie zależało od tych dwóch krótkich słów " tak" lub "nie".
- Powstańmy. - powiedział kapłan.
- Zebraliśmy się tutaj aby być świadkami zawarcia związku małżeńskiego przez tych dwoje młodych ludzi, Dymitra i Rosemarie. Powtarzaj za mną, synu. - zwrócił się do Dymitra.
- Ja, świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny... - zaczął kapłan.
- Ja, świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny... - powtórzył Dymitr.
- ...oświadczam, że jestem gotów przysiąc ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską... - powiedział kapłan.
- ...oświadczam, że jestem gotów przysiąc ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską... - mówiąc to Dymitr patrzył mi cały czas w oczy.
- ...oraz to, że nie opuszczę cię aż do śmierci. - zakończył kapłan.
- ...oraz to, że nie opuszczę cię aż do śmierci. - Dymitr powtórzył ostatni wers. - Przysięgam. - powiedział gdy kapłan chciał go o to zapytać. Następnie ja wymówiłam całą przysięgę.
- Przysięgam. - oznajmiłam.
- Dymitrze, czy chcesz za żonę obecną tutaj Rosemarie Hathaway? - zapytał kapłan.
- Tak. - odpowiedział Bielikow i wsunął obrączkę na mój palec.
- Rosemarie, czy chcesz za męża obecnego tutaj Dymitra Bielikowa? - zapytał patrząc na mnie.
- Tak. - powiedziałam i nie odrywając wzroku od mojego ukochanego także wsunęłam na jego palec obrączkę.
- Na mocy prawa danego mi przez Boga, ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą. - oznajmił kapłan, a Dymitr musnął lekko moje wargi.
__________________________________________
Jestem dumna z tego rozdziału, ale czekam na wasze opinie. Następny za tydzień.
Pozdrawiam. Autorka.
Boże cudowny rozdział, kocham twoją kontynuację. Życzę ci sporo weny w dalszym pisaniu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Pauli oraz zapraszam do mnie
http://zycie-milosc-przyjazn.blogspot.com/
http://dotykboli.blogspot.com/
Piękny rozdział. Życzę weny!
OdpowiedzUsuńPiękny i cudowny rozdział , i życzę weny na następny rozdział :)
OdpowiedzUsuńOoooo wreszcie się doczekałam rozdziału ze ślubem:)))) genialny jestem ciekawa co bd w następnej księdze ;) życzę weny
OdpowiedzUsuńNo wreszcie się chajtneli!!! Długo trzeba było czekać...aż w końcu jest. Super!!! I czekam na kolejną część.
OdpowiedzUsuńxoxo --Zołza
wrescie
OdpowiedzUsuńNowy rozdział pojawi się jutro wieczorem. Przepraszam za to, że musicie czekać, ale w środę idę już do szkoły, a wszystko co było do zrobienia zostawiłam sobie na ostatnią chwilę. :(
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. Autorka. ;)
Zapraszam na nowy rozdział (już 7) na julia-niki-4ever.blogspot.com
Przeprszam, ale nie dodam w najblizszym czasie rozdzialu, poniewaz zepsul mi sie telefon i stracilam wszystkie wyniki pracy z ostatnich dwoch tygodni. Nie wiem kiedy pojawi sie nowy rozdzial. Druga sprawa jest to, ze nie mam internetu w telefonie, a ciezko jest ukrywac 4 blogi przed rozdziacami. Na napisanie kilku rozdzialow do przodu potrzebuje przynajmniej kilka wolnych godzin, ktorych teraz nie mam zbyt duzo, bo zaczal mi sie nowy semestr. Prosze zrozumcie moja sytuacje i poczekajcie cierpliwie na rozdzial. Mam nadzieje, ze w najblizszym czasie uda mi sie cos wrzucic. Zrozumcie takze to, ze ukrywam sie przed rodzicami i nie chce sie wydac, a robie to wszystko dla was.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. Autorka.
Ten rozdział jest wspaniały wręcz idealny ten ślub to taki piękny pomysł .
OdpowiedzUsuń