sobota, 13 września 2014

Rozdział 22

Od przebudzenia Rose minął tydzień.Najgorszy tydzień w moim życiu.Cztery dni temu wróciliśmy do pałacu,od tego dnia sprawuję służbę przy boku Lissy,natomiast strażnikiem Christiana został Emil.
-Bielikow!-z zamyślenia wyrwał mnie krzyk Hansa.
-O co chodzi?-zapytałem podchodząc do niego.
-Nie chcesz może pogadać o tym co się stało?-zaproponował.
-Nie potrzebuję z nikim rozmawiać.-powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
-Pamiętaj,że nie jesteś z tym wszystkim sam.-rzucił i odszedł,a ja poszedłem w stronę swojej kwatery.Kiedy wchodzę do mieszkania wszystko przypomina mi Rozę.Nie potrafię bez niej żyć.Lissa zgodziła się mi pomóc,lecz najpierw muszę jakoś odnaleźć Rose.Nie mogę zwlekać zbyt długo i czekać aż ktoś ją zabije.Muszę działać.

Rose:                 ~*~

Moją panią jest Natasha.To właśnie ona mnie przebudziła.Aktualnie ukrywamy się w Michigan.Wiem,że Natasha planuje napaść na pałac,a w tym na moją "ukochaną" Lissę.Mam nadzieja,że to ona będzie moją pierwszą ofiarą.TO PRZEZ NIĄ prawie zwariowałam,TO PRZEZ NIĄ nie mogłam być z Dymitrem,bo oboje mieliśmy zostać strażnikami tej morojskiej dziewuchy.A co do niego,to także się nim zajmę.Może go nawet przebudzę żeby być razem na zawsze,tak jak obiecywał.
-Rose!-krzyknął Tom.-Natasha nas wzywa.-oznajmił.Zeszłam na parter i usiadłam na kanapie w salonie obok Barbary.Nagle w pomieszczeniu pojawiła się Nat.
-Jutro wieczorem ruszamy na pałac.Przygotujcie się,bo bardzo się namęczyłam żeby was przebudzić.Choć z niektórymi zadziwiająco łatwo poszło.-popatrzyła na mnie.-Uśmiercimy Wasylissę.-szepnęła,a reszta przytaknęła jej skinieniem głowy.Warknęłam cicho na samo wspomnienie tej pożal się Boże królowej.Poszłam do mojego pokoju,który dzieliłam z Tom'em.
-Zabawimy się trochę zanim pójdziemy na łowy?-spytał chłopak kiedy weszłam do pokoju.
-Z wielką chęcią.-powiedziałam po czym usiadłam na jego kolanach i zaczęłam go całować.Do wieczora byliśmy zajęci sobą,a kiedy nastał zmierzch wyszliśmy na polowanie.
-Rose,uważaj na siebie.Nie chcę cię stracić przed akcją.-ostrzegła Natasha kiedy wychodziłam na dwór.
-Nie mam sobie równych,a Bielikowa raczej tutaj nie ma.-zażartowałam.-Jakim cudem nikt cię nie złapał przez 14 lat?-zapytałam gdy zostałyśmy same.
-Też kiedyś byłam strażniczką.-odpowiedziała i odeszła,a ja wybiegłam na dwór.Przebiegłam przez niewielki las za,którym znajdowała się główna ulica centrum miasta.Moją pierwszą ofiara dzisiejszej nocy była młoda dziewczyna,kolejny natomiast był chłopak podobny do młodego Ozery.

Dymitr:             ~*~ 

Przechodziłem właśnie przez dziedziniec kiedy zaczepił mnie Adrian.
-O co chodzi,Iwaszkow?-zapytałem.
-O Rose.Chciałem cię przeprosić,że zachowałem się jak idiota,że wypominałem ci to,że byłeś strzygą i...-nie dokończył,bo przerwała mu Lissa.
-Dymitr,pozwól ze mną.-poprosiła,a ja udałem się za nią,lecz najpierw przeprosiłem Adriana.
-O co chodzi,Lisso?-spytałem.

2 komentarze: