czwartek, 2 października 2014

Rozdział 26

Obudziłam się nad ranem.Spojrzałam na zegarek,który wskazywał godzinę piątą.Wstałam powoli nie budząc Bielikowa i udałam się do łazienki.Najpierw przemyłam twarz zimną wodą,a potem przebrałam się w czarne rurki i bordową bluzkę z rękawem 3/4.Uczesałam szybko włosy i wyszłam.Robiąc sobie śniadanie cały czas myślałam o zeszłej nocy.Ciekawe jak strażnicy zareagują na mój widok.W pewnym momencie poczułam czyjeś ręce na moich biodrach.Odwróciłam się i zobaczyłam Dymitra.
-Po co tak prędko wstałaś?-zapytał.
-Mówiłam ci,że chcę zacząć służbę,a jeżeli dobrze pamiętam to o szóstej zaczyna się moja warta.-odparłam.
-Rose,dzisiaj jest niedziela,a to dobra okazja żeby udowodnić,że nie jesteś już...-urwał,a ja wróciłam wspomnieniami do wydarzeń sprzed kilku dni i odwróciłam głowę.-Przepraszam.-szepnął Dymitr zmuszając mnie żebym popatrzyła mu w oczy.
-Nic się nie stało.-uśmiechnęłam się krzywo i przytuliłam się do niego.Bielikow pocałował mnie w czoło,a z mojego oka popłynęła łza na wspomnienie tego,że chciałam go zabić,albo nawet gorzej-przebudzić.Szybko starłam kroplę i wróciłam do przygotowywania sobie śniadania.
-Na co masz ochotę?-spytałam ukochanego.
-Zaskocz mnie.-szepnął mi do ucha i poszedł do łazienki.Postanowiłam,że zrobię naleśniki.W końcu nie jest tak prędko,jest szósta,a o tej porze już wszyscy są na nogach.Po jakimś czasie wrócił Dymitr,a ja kończyłam śniadanie.Kiedy strażnik podszedł do mnie złożył na moich wargach słodkiego całusa.Zapragnęłam czegoś więcej i przyciągnęłam go do siebie namiętnie całując.Jemu najwyraźniej też tego brakowało i nie przerywał pocałunku dopóki nie zabrakło nam powietrza.Zaśmiałam się cicho i usiadłam do stołu.O dziewiątej wybraliśmy się na niedzielne nabożeństwo.Na szczęście nie trafiliśmy na nikogo po drodze do cerkwi.Gdy doszliśmy na miejsce usiedliśmy w ostatniej ławce.Po jakimś czasie zaczęli się schodzić pozostali.Każdy kto wchodził do środka spoglądał zdziwiony w naszym kierunku.Nagle obok nas usiadł Hans.Kiedy mnie dostrzegł nie wierzył własnym oczom.
-Rose?-spojrzał na mnie zdziwiony.-To ty?-wypytywał.
-Nie.Kacper z krainy duchów.-zażartowałam,a Dymitr zaśmiał się cicho.
-To królowa,prawda?-zapytał Hans.
-Tak,to Liss mnie przywróciła.-odparłam.-Proszę,skończmy już ten temat.-powiedziałam.Po kilku minutach zaczęła się msza.Po niecałej godzinie msza skończyła się,a my poszliśmy do Lissy.Gdy przyjaciółka mnie ujrzała rzuciła mi się na szyję i uścisnęła z całej siły.
-Tak bardzo za tobą tęskniłam.-wyszeptała Liss.
-Ja za tobą też.-także szepnęłam.Nagle usłyszeliśmy pukanie.
-Proszę.-powiedziała Wasylissa.Drzwi się otwarły,a do pomieszczenia wszedł Abe.Kiedy mnie zobaczył mało co nie podskoczył z radości.
-To na pewno ty?-zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
-Tak,staruszku,to na pewno ja.-odparłam.Wszyscy zaśmiali się z miny Abe'a.
-Janine także jest już w drodze do pałacu.Kiedy tylko Dymitr powiadomił mnie o tym,że Lissa cię przywróciła wsiadłem w samochód i jestem.-tłumaczył,a ja spojrzałam na Bielikowa i uśmiechnęłam się lekko.Ten podszedł do mnie i złapał mnie za rękę przyciągając mnie do siebie.Gdy nasze wargi dotknęły się po moim ciele rozszedł się dreszcz...sama nie wiem czego.Nim odsunęliśmy się od siebie Dymitr popatrzył mi prosto w oczy,po czym pocałował lekko w czoło.Lissa,Christian i Abe dyskutowali o czymś zajadle,więc nawet nie zwrócili na nas uwagi.
-O czym tak dyskutujecie?-zapytałam.
-O waszym ślubie.W końcu kiedyś musi się odbyć.-odpowiedziała Lissa,a Dymitr zaśmiał się.

2 komentarze: