-Na jak długo przyjechaliście?-zapytała podekscytowana Wiktoria gdy skończyła tulić brata.
-Na dwa tygodnie.-odparł Dymitr.-Po urodzinach Rose wyjeżdżamy.-wyjaśnił po czym objął mnie w talii.
-Chodź!Musimy iść się rozpakować.-powiedziałam ciągnąc go za rękę w stronę samochodu.
Gdy zanieśliśmy wszystkie walizki do pokoju Dymitra zeszliśmy na dół do salonu.
-A gdzie Jewa?-zapytałam zaskoczona brakiem jej osoby.
-Ona...-zaczęła Olena.-Zmarła zaraz po twoim wyjeździe do Nowosybirska.-wydusiła w końcu.Spojrzałam na Dymitra.Jego twarz wyrażała smutek i zaskoczenie.
-Przykro mi.-szepnęłam widząc miny całej rodziny.Spojrzałam jeszcze raz na ukochanego i dostrzegłam w jego oczach łzy.Przymknął na chwilę powieki by na powrót je otworzyć.Spojrzał gdzieś w bok i uśmiechnął się.Podążyłam za jego spojrzeniem i mój wzrok padł na książki ze skórzanymi okładkami.Pamiętam jak o nich opowiadał.Mały Dymitr zaczytany w grubych westernach.Uśmiechnęłam się lekko nadal niedowierzając w słowa Oleny.
-Co powiesz na mały spacer?-zapytał Dymitr.Pokiwałam głową twierdząco po czym wstałam z kanapy,a za moim przykładem ukochany.Gdy wyszliśmy na dwór nasze dłonie się spotkały.Splotłam jego palce ze swoimi i pocałowałam go.
-Przepraszam.-odezwał się po chwili Bielikow.
-Za co?-zapytałam chociaż wiedziałam.
-Przepraszam za to,że zachowywałem się jak totalny idiota w samochodzie.-wyjaśnił.
-Wybaczam ci,ale pod jednym warunkiem.-oznajmiłam.
-O co chodzi?-popatrzył na mnie pytająco.
-Pocałuj mnie.-powiedziałam.Dymitr nachylił się i musnął moje wargi swoimi.Po moim ciele rozszedł się dreszcz podniecenia.Zanim przerwaliśmy pocałunek przejechałam językiem po jego dolnej wardze.Dymitr prawie nie wyczuwalnie zadrżał.
-Kocham cię.-szepnęłam.
-Ja ciebie też.-strażnik także szepnął.-Chodź.Pokaże ci moje ulubione miejsce.-zaproponował.
-Ok.-zgodziłam się.
Szliśmy już jakąś chwilę,a mnie zaczynały boleć nogi.
-Daleko jeszcze?-spytałam.
-Czyżby moje treningi poszły na marne?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Dawno nie biegaliśmy,więc wyszłam z wprawy.-rzekłam.
-To od jutra biegamy.-oznajmił.-Codziennie.-pomachał mi palcem przed nosem jakby mi groził.Westchnęłam tylko i w ciszy szliśmy dalej.
-To tutaj.-powiedział Dymitr po jakichś stu metrach.Staliśmy przed niewielkim lasem wpatrując się wysokie drzewa.Mój ukochany szedł dalej nie zważając na wysoką trawę.Leśna ścieżka prowadziła do jakiejś chatki.Na drzwiach domku były dwie litery: "D" i "A".
Dymitr i ...?
-Kto to: "A" ?-zapytałam.
-Aleksander.Mój przyjaciel z czasów dzieciństwa.-odpowiedział.-Przechodziliśmy tutaj codziennie,ale po jakimś czasie Aleksander wyprowadził się.Ostatni raz widziałem go mając 11 lat.Tak zakończyła się nasza przyjaźń.
__________________________________________
Kolejna rozdział dla was.Już dziesiąty.Mam nadzieję,że wytrwacie jeszcze 5 razy tyle?Pozdrawiam.Autorka.
Świetny
OdpowiedzUsuń