niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 6

Obudziłam się w naszej sypialni.Próbowałam wstać,ale zakręciło mi się w głowie.Po chwili zrezygnowałam z dalszych prób i opadłam na łóżko.Wyjrzałam za okno.Zachód słońca oznaczał,że zaczyna się dzień dla moroji,a także dla strażników.Oznaczało to także,że leżałam nieprzytomna przez cały dzień.
-Rose.Nareszcie.-powiedział Dymitr z ulgą w głosie.Dostrzegłam go kiedy usiadał obok mnie na łóżku.Przytuliłam się do niego.
-Ilu straciliśmy?Czy wszystkie strzygi zostały zabite?-pytania wylewały się ze mnie jak potok.
-Straciliśmy siedmiu naszych,choć nie wszyscy zostali zabici.Filipa i Verę porwały strzygi.-odpowiedział na pierwsze pytanie,a co z drugim?Filip i Vera byli o rok młodsi ode mnie.Nie mieli wielkiego doświadczenia w walce ze strzygami,ponieważ nie było żadnych napadów,ani wypraw w których mogliby uczestniczyć, dlatego też polegli.-Trzy strzygi zdołały zbiec.-dodał po chwili milczenia.-Ale...-zaczął.
-Ale co?-spytałam nerwowa.
-Jedną ze strzyg okazał się być moroj,który był podopiecznym twojej matki.-zamarłam.Teraz gdy moja rodzicielka nie miała przydziału była zmuszona przyjechać na dwór królewski.Nie byłam tym zachwycona.Za dwa tygodnie moje urodziny,więc będzie trochę trudno przyzwyczajać się do tego,że spędzę je z...rodzicami.Ojciec przyjedzie tak jak w zeszłym roku.Obiecał sam sobie,że będzie na każdych moich urodzinach.Jak na razie Abe sprawdzał się w roli ojca.Przynajmniej ja miałam takie zdanie.Jak na mój gust Dymitr trochę się go bał,wiedział,że mój staruszek ma różne kontakty i znajomości,więc wolał się trzymać na dystans.
-Czyli ona będzie musiała zostać na dworze do póki nie znajdą jej przydziału.-stwierdziłam.
-Tak.-odpowiedział Dymitr bez wahania.-Nie będzie tak źle.-pocieszył mnie.Położyłam głowę z powrotem na poduszkę.Bielikow położył się obok mnie i chwycił mnie za dłoń.Nasze palce splotły się i chciałam żeby zostało tak na zawsze.Często się zastanawiam dlaczego nie mogę być zwykłym człowiekiem dla którego problemem jest pusta lodówka,a nie napaść strzyg.Choć jedno w moim życiu jest wspaniałe-gdybym była normalnym człowiekiem nie poznałbym Dymitra.Wtuliłam się w mojego ukochanego i przymknęłam powieki.Po kilku minutach otworzyłam oczy i wpatrywałam się w strażnika leżącego obok mnie.
Wstałam i udałam się do kuchni.Nalałam sobie soku pomarańczowego do szklanki i upiłam spory łyk.Kiedy się odwróciłam i miałam zamiar iść do salonu wpadłam na Dymitra wylewając na niego sok.
-Szlag.-szepnęłam.-Przepraszam.-zaczęłam przepraszać.
-Nic się nie stało.-powiedział po czym zaczął się śmiać.Zawtórowałam mu.Bielikow ściągnął koszulę odsłaniając swoje wysportowane ciało.Wzięłam od niego koszulkę i zaniosłam do kosza na brudne ciuchy.Kiedy wróciłam w salonie siedział Dymitr czytając western.Miał na sobie czarny t-shirt z rękawem 3/4,wyglądał w nim bardzo seksownie.Podeszłam do niego i usiadłam obok na fotelu.Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.Strażnik poszedł otworzyć,a ja czekałam,aż gość wejdzie do środka.Kiedy zobaczyłam przybysza zamurowało mnie.Był to Adrian Iwaszkow.
-Czego chcesz?-zapytałam z pogardą.
-Chciałem przeprosić.Zachowałem się jak ostatni dupek.-rzekł.
-Masz rację,ale ty nim jesteś.-wyrzuciłam z siebie na jednym wydechu.
-Rose.Ja...-zabrakło mu słów.-Ja już pójdę.-odparł cicho.
-Tak.-zgodziłam się z nim.
-Do zobaczenia.-szepnął wychodząc."Oby nie."-pomyślałam.
__________________________________________

Szósty rozdział.Pozdrawiam gorąco.Autorka.

PS.Jeżeli ktoś chce być informowany o nowych notkach niech napisze w komentarzu swój nr gg,maila lub adres bloga.

2 komentarze: